Prezydent Karol Nawrocki rozpoczął swoją pierwszą zagraniczną podróż wizytą w USA. Jak się jednak okazało, bez udziału reprezentantów rządu przy powitaniu na lotnisku. Absencję chargé d’affaires Bogdana Klicha skomentował szef polskiego MSZ Radosław Sikorski.
Karol Nawrocki, który objął urząd prezydenta w sierpniu 2025 roku, wylądował w nocy z wtorku na środę (czasu lokalnego) na lotnisku Andrews pod Waszyngtonem. Z honorami powitały go przedstawicielka Departamentu Stanu oraz attache wojskowy — jednak zabrakło polskich ambasadorów.
Niektóre media, w tym przede wszystkim Telewizja Republika, uznały tę absencję za „antypaństwową”.
Radosław Sikorski błyskawicznie odpowiedział na zarzuty. W mediach społecznościowych wskazał, że Bogdan Klich rzeczywiście nie pojawił się na lotnisku. Jednak jak poinformował Sikorski, zrobił to na specjalną prośbę doradcy prezydenta Karola Nawrockiego. Szef polskiego MSZ uspokoił opinię publiczną, że nie było to zamierzone marginalizowanie roli placówki dyplomatycznej.
– Włącz prawdę. Bogdan Klich nie pojawił się na lotnisku na życzenie doradcy prezydenta Nawrockiego – napisał Radosław Sikorski na portalu „X”.
Warto przypomnieć, że sam Nawrocki pozostawił delegację rządową poza swoim składem podczas wizyty w Białym Domu, co stanowiło wyłom w dotychczasowej praktyce protokołu dyplomatycznego. Co więcej, dzień wcześniej MSZ oferowało wysłanie przedstawiciela – nawet samego Sikorskiego – lecz kancelaria prezydenta nie odpowiedziała na propozycję.
Według informacji Reutersa w spotkaniach w Waszyngtonie prezydent Nawrocki miał poruszyć kwestie wojny na Ukrainie, bezpieczeństwa energetycznego i umocnienia obecności wojsk USA w Polsce.
Powitanie Karola Nawrockiego w USA, choć wzbogacone o honorowy protokół i symboliczne gesty, wzbudziło kontrowersje. Radosław Sikorski swoją szybką interwencją wyjaśnił wątpliwości. W ten sposób odciął się od retoryki krytycznej i podkreślił płynność współpracy między prezydentem a rządem. W cieniu tych zdarzeń trwały rozmowy o bezpieczeństwie Polski, a wszelkie napięcia protokolarnie warto traktować jako element szerszej gry dyplomatycznej.
